niedziela, 14 grudnia 2014



szereg uzbrojonych przed chatą
strzelba dodaje im odwagi
podążają do lasu, z radością mordować czujące istoty

pijemy herbatę
ofiarowujemy kadzidło
przygotowujemy ciasto na wieczorne placki z pieca

strzał wybudza dziecko ze snu
w oku łza, gardło dusi złość
wracają myśliwi, czas na zasłużoną wódkę

leniwe popołudnie w łóżku
śmiech i zabawa
zapach rozgotowanej marchwi przypomina o obowiązkach

zarzucam dziecko na plecy
męska kurtka obejmuje nas dwoje
rozprostujemy nogi na śliskiej górskiej powierzchni

ciepłe robocze rękawice
gumowce oblepiają trociny, piła opruszyła zimową trawę
przynoszę spod lasu trochę gałęzi

niebo o zachodzie różowieje
dwie pary kruków przeplatają się w locie nad świerkami
wyłania się zza gór biel obłoku

niedziela
zjedzmy obiad, odpocznijmy
dajmy odetchnąć i lasowi

sobota, 6 grudnia 2014

niemowlęce ciało pręży się i wygina
obecność bólu
brak choćby śladu dziecięcej radości

pluszak, pielucha, grzechotka
nawet ulubiona zabawka - mala
nie przynoszą ulgi

męczymy się we troje
snu zabrakło
i cierpliwości matczynej

rozpalasz w piecu
w oczekiwaniu na wrzątek nucisz mantry
syn wpatrzony w ojcowską miłość relaksuje się przez chwilę

usypiasz

ciepła dłoń
gdzieś pomiędzy udem a udem
powstaje błogość zręcznych środków

płacz dziecka

kręci się
koło życia i śmierci

piątek, 28 listopada 2014


czuję Twoje niewinne spojrzenie
otwieram oczy
wybudzony ze snu
uśmiechasz się do matki

świt

rozpościeram zdrętwiałe skrzydła
przyglądam się niebu, różowieje
góry dziś przejrzyste dają wyobrażenie przestrzeni

liczne istoty
glisty, sarny i ludzie
budzą się jak my
fizjologicznie ruszają w dzień
poszukując strawy i ciepła

listopadowe pąki drzew owocowych
jodły, buki i brzozy
dookoła wszelkie istnienie
zaczyna życie po nocnej wegetacji

rusza fotosynteza
pracują natury doskonałe mechanizmy
słońce pozwala przeżyć kolejną
chwilę bez znaczenia
wśród milionów ziemskich lat

nietrwali
przemijający
ale jesteśmy

uśmiechamy się pełni prób miłości
kontynuując samsaryczną wędrówkę


wtorek, 25 listopada 2014

koń zastukał o kamień

u szczytu gór
ten żywy wóz jest jedynym rozwiązaniem

drzewo kolejne
poświęcone naszemu ciepłu
ćwiartujesz je
oddech jesieni raduje płuca

zaparzam herbatę
miód i cytryna cię odżywią

łzy wzruszenia na policzkach

wędrowaliśmy
by dotrzeć tu
i odnaleźć w spokojnych sercach
Dom

witaj święta Przestrzeni

poniedziałek, 24 listopada 2014



słońca promienie wypełniają dom
budzi nas radość światła
oszroniona dzikość oddycha pełną piersią
otwieram okno
pierzasty obłok mgły 
przysłania fragment gór
kruk, strażnik mej miłości
nawołuje w pobliżu
dym kadzideł snuje się nad piecem
mantry uzdrawiają drogocenne ludzkie ciało
dzień dobry





piątek, 14 listopada 2014


pytasz o moje życie
pamiętasz
kiedyś pisałam

rosa i liść
byli moimi braćmi
oddech ziemi
budził do życia

dziś ze mnie czytasz
tęsknotę

rozmawiamy niepozornie
raduje się serce

Przyjacielu

moc serdeczności
w podzięce

ważka

las szepcze
dywan kolorowych liści
wiją się w dole
koryta rzek

a Ty
pieczesz chleb
uśmiechasz się łagodnie
i spokojem
pomagasz dojrzeć człowieczeństwu