kąpię się w promieniach budzącego się jesiennego słońca
jego świetliste ramiona delikatnie muskają moją skórę
rozpalając rozkosz zmysłowego ziemskiego ciała
zachwycający jesienny świat
resztki kolorowych liści
wspaniały pozorny bezruch drzew
choć tyle w nich życia
i nieustającej pracy na rzecz wszystkich ożywionych i nieożywionych istot!
popijam herbatę - dzieło tak wielu ludzkich rąk
okupione cierpieniem milionów organizmów, cierpieniem Ziemi
zamordowane stworzenia, wycięte lasy, bezdomne zwierzęta, rozdzielone rodziny, zbudowane drogi, poranione dłonie, obolałe plecy, zniszczone lądy, zanieczyszczone wody
wszystko to dla mojej krótkiej, często bezrefleksyjnej chwili,
dla mojego błogostanu porannego - ot, kostka herbaty
tyle cierpienia dla złudzeń, dla nietrwałości!
jak piękny sen i przebudzenie
jak rozkosz okupiona przywiązaniem
jak połączenie przypłacone rozdzieleniem
jak fantazje kosztem rzeczywistości
jakże łatwo jest tworzyć równoległe życia pełne iluzji
jak łatwo wykreować pożądanie, przywiązanie, cierpienie
jak trudno dostrzec prawdę, obudzić realne współczucie, zrozumieć zjawiska
nawet gdy spada na nas deszcz błogosławieństw nie potrafimy go choćby zauważyć
ta sama nietrwałość, gdy radość dopełnia moje ciało
ta sama nietrwałość, gdy ból rozbraja moje ego
jeden smak
nieustająco uczę się radować w pełni otwartym sercem
i
płynąć łzom, gdy cierpienie przenika na wskroś
pozwolić sobie być człowiekiem
nie szukać więcej niż jest
nie manipulować czasem i przestrzenią
nie tworzyć fantazji
zobaczyć i docenić to, co w tej chwili we mnie i dookoła
doświadczyć tego, co naprawdę jest
kłaniam się przed tymi
którzy budzą mój umysł
światło
błogie jesienne światło przenikające przez skórę
aż do samego wnętrza



