czwartek, 27 czerwca 2013

rozstaje
góra nieustannie wzywa
niedźwiedź czeka 

uwolniony wojownik serca
rusza uważnie
w Przestrzeń

do Domu droga już prosta

czas do pracy 
opuszczam więc ramiona wyobraźni

tęsknota musi poczekać
absurd
nie do zaspokojenia 

dzieci już nadchodzą
bezlitosna gromada 
roznosząca w pył błogą wiejską ciszę

znów będę je uczyć strzelania z łuku
zachwycone
tyleż emocji, hałasu, napięcia

uff
energia dziecięca czysta
można oddychać

niedziela, 23 czerwca 2013


wśród drzew zrzuciłam ciało zmęczone
mały skrzydlaty rudzielec łypie na mnie z gałęzi
i kos ulubiony, radosny
zbliża się księżycowy czas
siło umysłu, wzrastaj!

w głowie jak echo głos Gary`ego
ukochany wiersz, kojąca obecność


otwieram księgę pieśni
przejrzystość spisana na papierze
jogin świetlisty

zdumiewająca pewność

chcę być z tobą zawsze
dopóki istnieje
samsara

absurdalne odczucie objęcia wieczności
śmiechem wybucham


księżyc się dopełnia
powracają deszczowe chmury
świetliki coraz bliżej otaczają hamak
ślimak zadomowił mi się w bucie
lepka maź okleja stopę


*


i dom wzrósł
i serce zakwitło
gdy lilia uniosła spojrzenie



niedziela, 9 czerwca 2013

te wszystkie kilometry betonowej drogi 
i ścieżek kamienistych
ziarna piasku w butach
krople potu pod nagą piersią

trochę przeczuciem
a trochę bezwiednie
szłam
ku tej drobnej Obecności

jeszcze będzie czuwać
w rozłożystych przestrzeniach
zjednoczenia
otuli mądrością dom z wojłoku

dotykam kłębiastej wełny
i śnisz się
w zatuleniu radosnym
przejrzystym
aż do prześwitu natury umysłu

środa, 5 czerwca 2013



1725 metrów dzikości 
otulone mglistym mlekiem 
radość przebija się między
deszczem tworzy schron
ślad brunatnej łapy na samotnej ścieżce

wzbija się myszołów
szczyt chaty marnieje w jego oczach bystrych

ogień, wino, dharmiczne pogawędki
bodhisattwa ma tylko jedną drogę
chmury płoną żywcem, dakiniczna purpura nieba 
błyska się noc górzysta, skrada się szelest ku woni ognia 
chroni nas modlitwa

' czy to ty jesteś
odbiciem Bogini
która idzie moim śladem
odkąd pamiętam...'

krucza czerń przestrzeliła niebo

nagle serce rozbawione
wybucha śmiechem

cóż to jest - niedźwiedź! -
wobec 
pomieszania własnego umysłu