1725 metrów dzikości
otulone mglistym mlekiem
radość przebija się między
deszczem tworzy schron
ślad brunatnej łapy na samotnej ścieżce
wzbija się myszołów
szczyt chaty marnieje w jego oczach bystrych
ogień, wino, dharmiczne pogawędki
bodhisattwa ma tylko jedną drogę
chmury płoną żywcem, dakiniczna purpura nieba
błyska się noc górzysta, skrada się szelest ku woni ognia
chroni nas modlitwa
' czy to ty jesteś
odbiciem Bogini
która idzie moim śladem
odkąd pamiętam...'
krucza czerń przestrzeliła niebo
nagle serce rozbawione
wybucha śmiechem
cóż to jest - niedźwiedź! -
wobec
pomieszania własnego umysłu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz