sobota, 17 stycznia 2015

jak dobrze, że jest zima
wyspanym okiem można każdego dnia praktykować
wschody słońca
wspaniałe lekarstwo
lęk, smutek czy gniew
rozpływają się się w tym niepojętym
źródle radości
ot, niebo, kolory, promienująca ciepłem kula
a jednak nikt nie pozostaje
niewzruszony
wschód słońca
najlepszy nauczyciel nietrwałości
swobodnie, jakby od niechcenia
przypomina o praktyce Obecności
ukazuje wspaniałość tu
i lekkość teraz
Synu
wiele jeszcze czasu minie, nim mądrością pojmiesz świadomość i jej niedosyt
rozróżnisz piękno i brzydotę
nim wzruszysz się pierwszymi promieniami
zachwycisz kolorem chmur
ucieszysz tańcem sikorek
tyle codzienności jeszcze przed Tobą
tyle nauk o cieple ognia i halnym wietrze
o nocy, wilkach i górskich strumieniach
dziś
przelana krew i wzniosłość świtu
mają dla Ciebie
jeden smak


niedziela, 11 stycznia 2015

stół kuchenny - siedzisko miłe
dla podróży piśmiennych
za plecami okno
doszczelnione prowizorycznie, acz skutecznie
listewka, gwóźdź, skrawek materiału

łup
zsuwa się z dachu łomotem
połać śniegu
a i sople ociepleniem zmalały
zza ramienia zerka na mnie księżyc
ni to pełnia, ni nów
może kwadra ostatnia
przysnuwa ją najcieńszy kraniec świerku
piszę do Przyjaciela
ot tak
dzieląc się wiatrem, zmierzchem, samotnością
przedsenne zadumanie w twarz złocistej kuli
z dźwiękiem uśmiechu
rozbłyska na szybie kropla
wiatr przywiódł nocny deszcz
patrzę na śpiącego syna
drobna rączka uniesiona w górę
twarz zrelaksowana, spokojna
ileż miłości w jednym spojrzeniu
za naście lat odrzuconej
czy zwyczajnie zapomnianej
tylko tyle, i aż
mogę Wam podarować
świetliste istoty mego człowieczeństwa