niedziela, 11 stycznia 2015

stół kuchenny - siedzisko miłe
dla podróży piśmiennych
za plecami okno
doszczelnione prowizorycznie, acz skutecznie
listewka, gwóźdź, skrawek materiału

łup
zsuwa się z dachu łomotem
połać śniegu
a i sople ociepleniem zmalały
zza ramienia zerka na mnie księżyc
ni to pełnia, ni nów
może kwadra ostatnia
przysnuwa ją najcieńszy kraniec świerku
piszę do Przyjaciela
ot tak
dzieląc się wiatrem, zmierzchem, samotnością
przedsenne zadumanie w twarz złocistej kuli
z dźwiękiem uśmiechu
rozbłyska na szybie kropla
wiatr przywiódł nocny deszcz
patrzę na śpiącego syna
drobna rączka uniesiona w górę
twarz zrelaksowana, spokojna
ileż miłości w jednym spojrzeniu
za naście lat odrzuconej
czy zwyczajnie zapomnianej
tylko tyle, i aż
mogę Wam podarować
świetliste istoty mego człowieczeństwa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz