szereg uzbrojonych przed chatą
strzelba dodaje im odwagi
podążają do lasu, z radością mordować czujące istoty
pijemy herbatę
ofiarowujemy kadzidło
przygotowujemy ciasto na wieczorne placki z pieca
strzał wybudza dziecko ze snu
w oku łza, gardło dusi złość
wracają myśliwi, czas na zasłużoną wódkę
leniwe popołudnie w łóżku
śmiech i zabawa
zapach rozgotowanej marchwi przypomina o obowiązkach
zarzucam dziecko na plecy
męska kurtka obejmuje nas dwoje
rozprostujemy nogi na śliskiej górskiej powierzchni
ciepłe robocze rękawice
gumowce oblepiają trociny, piła opruszyła zimową trawę
przynoszę spod lasu trochę gałęzi
niebo o zachodzie różowieje
dwie pary kruków przeplatają się w locie nad świerkami
wyłania się zza gór biel obłoku
niedziela
zjedzmy obiad, odpocznijmy
dajmy odetchnąć i lasowi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz