sobota, 31 sierpnia 2013

znów ciężki plecak, otarte do krwi biodra
stroma kamienista ścieżka, jeżyny najsłodsze
las, ziemia; zdrowe żywe cuda

teraz widzę głównie czubki drzew, słyszę tylko świerszcze, osy
roje owadzich dźwięków

piękne spotkanie z człowiekiem
herbata z ognia
ziemniaki rozżarzone

i już - jesteś, moja samotności

oczyszczający dym żywiczy wdziera się przez nozdrza
naga skóra lśni w słońcu, po udach spływa krew
ciało oddycha, wolne, szczęśliwe

Ziemia tętni życiem
czysta dzikość
dzień dobry Dniu Dakini

wtorek, 30 lipca 2013

skarb najcenniejszy

dwoje oczu
subtelność głosu
srebrzyste serce

drogowskaz ku esencji

skarbie
wzrastaj

zaistniej
pełnią potencjalności


niech się budda
miłością roześmieje

czwartek, 25 lipca 2013

obtarte od plecaka biodra
pot moczy bluzkę
stroma droga do domu

woda obmywa nagie ciało
słońce osusza skórę

rozpalam ogień
ciepła strawa i spojrzenie w przestrzeń gór

psy wzdychają, szczęśliwe bliskością

ogień oddala wspomnienie smutku
budzi się naturalna obecność

święte miejsce
Dom



czwartek, 27 czerwca 2013

rozstaje
góra nieustannie wzywa
niedźwiedź czeka 

uwolniony wojownik serca
rusza uważnie
w Przestrzeń

do Domu droga już prosta

czas do pracy 
opuszczam więc ramiona wyobraźni

tęsknota musi poczekać
absurd
nie do zaspokojenia 

dzieci już nadchodzą
bezlitosna gromada 
roznosząca w pył błogą wiejską ciszę

znów będę je uczyć strzelania z łuku
zachwycone
tyleż emocji, hałasu, napięcia

uff
energia dziecięca czysta
można oddychać

niedziela, 23 czerwca 2013


wśród drzew zrzuciłam ciało zmęczone
mały skrzydlaty rudzielec łypie na mnie z gałęzi
i kos ulubiony, radosny
zbliża się księżycowy czas
siło umysłu, wzrastaj!

w głowie jak echo głos Gary`ego
ukochany wiersz, kojąca obecność


otwieram księgę pieśni
przejrzystość spisana na papierze
jogin świetlisty

zdumiewająca pewność

chcę być z tobą zawsze
dopóki istnieje
samsara

absurdalne odczucie objęcia wieczności
śmiechem wybucham


księżyc się dopełnia
powracają deszczowe chmury
świetliki coraz bliżej otaczają hamak
ślimak zadomowił mi się w bucie
lepka maź okleja stopę


*


i dom wzrósł
i serce zakwitło
gdy lilia uniosła spojrzenie



niedziela, 9 czerwca 2013

te wszystkie kilometry betonowej drogi 
i ścieżek kamienistych
ziarna piasku w butach
krople potu pod nagą piersią

trochę przeczuciem
a trochę bezwiednie
szłam
ku tej drobnej Obecności

jeszcze będzie czuwać
w rozłożystych przestrzeniach
zjednoczenia
otuli mądrością dom z wojłoku

dotykam kłębiastej wełny
i śnisz się
w zatuleniu radosnym
przejrzystym
aż do prześwitu natury umysłu