wtorek, 13 sierpnia 2019

Ogień hula pośród gałęzi i konarów
Mimochodem piekąc dary Ziemi
i pracę ludzkich rąk
- strawę cenną dla ciała

Szczególny dzień
małżeństwa mądrości i współczucia
- ofiarowaniem mięsa i alkoholu
Czyste - nieczyste
rozpływa się pośród żywych elementów
Obecność buddów w iskierce ognia

Sakralność chwili
Lekkość tli się w sercu
Harmonia wzruszająca

Wszystko JEST

Dorzucam drwa
Zmierzch chyli się ku nocy
Nad głową kołyszą się chorągiewki modlitewne
Syn kręci fire show
rozognioną pochodnią patyka
Ileż dzieci tak się przed nim bawiło
Cykl zatacza kręgi
'Zaśpiewaj mi mamo...'

Śpiewam
Ogień płonie
Ciemność nas okala

Deszcz delikatnie muska nasze nagie ramiona, twarze, nogi...
Seksualność twórczo wibruje każdym oddechem
Energia Życia odżywia ciało i umysł
Tu i Teraz jest najwyższą błogością

Dziękuję, Nauczycielu, za każdą drobną chwilę Obecności




czwartek, 8 sierpnia 2019

Księżyc lekką poświatą
Uchyla rąbka nocnej tajemnicy
Nietoperz przemyka niepostrzeżenie przed oczami
Radość
Znów tu - dla mnie - jesteś
Odrodzenie
otwartego serca
Śmierci niezbędny proces

Kali tańczy w sercu burzy
Piorun wytrąca mnie ze snu
Moc jego śmiertelna
Dla chaosu myśli
Niczym PHET budzi
Naturę umysłu

Życiodajny deszcz łomocze o dach
Kołysze słodko nowe życie
Można zmartwychwstać
Ku radości

Myszołów o świcie zatrzymuje mnie
Magią życia
Zaklętą w tej błogiej chwili
Przeszywania przejrzystości
Barw poranka

niedziela, 27 stycznia 2019

idę
nucąc mantry
przebijam się na drugą stronę
siebie
kruki krzyczą

wchodzę w las

coraz głębiej
coraz ciszej

wiosennie dziś 

choć śniegu w bród
ptaki śpiewają 
skaczą radośnie po gałęziach 
dookoła krzyżują się ślady
setki nóg
sarny dziki wiewiórki
lis 

opuszki palców

zmysłowo tulą drzewa
buki, parę jodeł
jakaś sosna

mijam ambonę
schodzę w dół


męskie, myśliwskie ślady

wczorajsze
pod moimi stopami
jakże inne nasze bycie

słońce srebrzy biel dookoła

ogrzewa mi twarz
rozświetla oczy

siadam

opieram plecy o niewielkiego buka
czuję rosnącą moc
ilekroć tu jestem

zbocze jest strome

przede mną wierzchołki drzew
dna jaru nawet nie widać


rośnie poczucie mocy

wolności
jasności

kłaniam się Ziemi

muskam śnieg
ustami
w tej błogosławionej chwili
rozpiera mnie
podniecenie

jestem u źródła


drzewo i ziemia są moim łóżkiem

dłoń zsuwa się 

słodkie zakamarki
dotykam własnego lasu

szukam i odnajduję

rozkosz

śnieg mi dziś łóżkiem

oczy spoglądają w błękit nieba
przecięty zgrabnie koronami iglaków
i bezlistnych już gałęzi

jestem w Domu

i to jest rozkosz

kładę twarz na śniegu

a świat - Życie -
- najsubtelniejszy kochanek
kieruje mnie
ku błogości

zagryzam śnieg w skowycie

jest tylko to, co jest

śmieje się twarz do słońca


wracam do domu

cztery sarny wytyczają mi drogę
symbol łagodności
spogląda mi w oczy
bez lęku

wtulam się w starego buka

oddycham
oddycham
zaglądam w pustkę

wdzięczność lśni pod powiekami






niedziela, 28 lutego 2016

lubię zmierzch

ciemne i jasne
ciepłe i zimne
dzień i noc
wszystko się w nim zawiera
a jednak
zmierzch pozostaje niezauważony

można łagodnie na dno zejść
oswoić cień, oswoić lęk
można spokojnie trwać w tej szarej głębi
i gładko wejść w nowe

schodzę na dno jaru
płoszę zająca
niemłody już grab daje oparcie plecom
drobne krople deszczu obmywają twarz
szum strumienia i tylko on
obmywam dłonie
zatapiam się

wdech-wydech
   jest tylko to, co jest
wdech-wydech
   gdzie moje emocje?
wdech-wydech
   ileż nietrwałości w każdej sekundzie

   wiewiórka skrzeczy na mnie z pobliskiego buka
   taka jestem maleńka w tym wielkim świecie wąwozu
drzewa, które podpierały niejedne plecy kochanków
które wysłuchały płaczu o niejednej śmierci
które zrodziły w swych korzeniach niejedno życie

   myszołów przelatuje mi nad głową
skały złamane tysiącami lat
oplecione korzeniami
stanowią o mocy coraz słabszej Ziemi

serce zaczyna płakać nad wysypiskiem śmieci
które ten mały-wielki człowiek postanowił podarować w podzięce
swemu Źródłu

tu nie ma miejsca na ludzkie marne łzy o tęsknocie czy bólu
tu trzeba stanąć
z prawdziwie otwartym sercem wojownika
twarzą w twarz z Życiem

piątek, 22 stycznia 2016


śnieg wyjątkowo pięknie dziś lśni na naszej łące
w wysokich trawach odbijają się słońca promienie
błyszczy się bielą przestrzeń gór 

chochliki radości skaczą pomiędzy mną a ognistą kulą słońca
patrzę aż do bólu prosto w twarz tej ożywczej energii

oaza ciszy

przeżywam ulotność każdego teraz 
rozkoszując się zachodzącym za górą słońcem
nietrwałość chwili, relacji, rzeczywistości
nietrwałość porannego smutku i obecnego błogostanu

ogarnia mnie niesamowite wzruszenie
to dzięki tej słonecznej energii istnieję
dzięki niej zjadłam dziś fasolę 
dzięki niej w moim piecu tlą się polana
dzięki niej mam moc, by otworzyć oczy
...
jesteśmy tak absolutnie współzależni

klęczę na zmarzniętej ziemi 
z wdzięcznością i pokorą kłaniam się słońcu
twarz zanurzam w śniegu
zimno płatków miesza się z ciepłem radosnych łez
w modlitwie unoszę twarz ku niebu
...
jesteśmy tak absolutnie wolni

pies szczeknięciem wprost w moje ucho wyrywa mnie z pustki
wybucham śmiechem

czas wracać do domu
dzień za dniem próbując przypomnieć sobie kim jestem
dzień za dniem próbując zbratać się ze słońcem



czwartek, 29 października 2015




ziemia tak lekko sunie w przestrzeni
za oknem tętni życie
w smugach jesiennego słońca fruwają pajęczyny
znów odwiedza mnie ważka
wzruszeniem życia spływa łza

koniec października
tańczę po łące bosymi stopami
wśród ostów
dziecko zasypia przy mlecznej piersi
kołysane rytmem miłości

stokrotki jesienią smakują inaczej
bliskością natury
śmieje się serce

okrzyk kruka



środa, 30 września 2015


pracowity czas, dojrzały już plony lata
gałęzie łamią się pod ciężarem owoców
dziecko nieustannie podjada spadające jabłka
wiewiórki perfekcyjnie wygryzają dojrzałe orzechy spomiędzy twardych skorup
dzikość róży kaleczy dłonie do krwi
z psich misek dochodzi chrupanie żywych jeszcze niedawno kości

ziemia rodzi nieustannie
karmiąc nas 
powietrzem
owocami
deszczem

owocne zbiory pełni

niebo spowite granatem
blask na wschodzie krwawego księżyca

współczująca obecność Nauczycieli
przejawia się we śnie

błogość
rozbrzmiewa w ciele i umyśle

budda na wyciągnięcie ręki


pełnio,
czyś prorocza?