niedziela, 28 lutego 2016

lubię zmierzch

ciemne i jasne
ciepłe i zimne
dzień i noc
wszystko się w nim zawiera
a jednak
zmierzch pozostaje niezauważony

można łagodnie na dno zejść
oswoić cień, oswoić lęk
można spokojnie trwać w tej szarej głębi
i gładko wejść w nowe

schodzę na dno jaru
płoszę zająca
niemłody już grab daje oparcie plecom
drobne krople deszczu obmywają twarz
szum strumienia i tylko on
obmywam dłonie
zatapiam się

wdech-wydech
   jest tylko to, co jest
wdech-wydech
   gdzie moje emocje?
wdech-wydech
   ileż nietrwałości w każdej sekundzie

   wiewiórka skrzeczy na mnie z pobliskiego buka
   taka jestem maleńka w tym wielkim świecie wąwozu
drzewa, które podpierały niejedne plecy kochanków
które wysłuchały płaczu o niejednej śmierci
które zrodziły w swych korzeniach niejedno życie

   myszołów przelatuje mi nad głową
skały złamane tysiącami lat
oplecione korzeniami
stanowią o mocy coraz słabszej Ziemi

serce zaczyna płakać nad wysypiskiem śmieci
które ten mały-wielki człowiek postanowił podarować w podzięce
swemu Źródłu

tu nie ma miejsca na ludzkie marne łzy o tęsknocie czy bólu
tu trzeba stanąć
z prawdziwie otwartym sercem wojownika
twarzą w twarz z Życiem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz