śnieg wyjątkowo pięknie dziś lśni na naszej łące
w wysokich trawach odbijają się słońca promienie
błyszczy się bielą przestrzeń gór
chochliki radości skaczą pomiędzy mną a ognistą kulą słońca
patrzę aż do bólu prosto w twarz tej ożywczej energii
oaza ciszy
przeżywam ulotność każdego teraz
rozkoszując się zachodzącym za górą słońcem
nietrwałość chwili, relacji, rzeczywistości
nietrwałość porannego smutku i obecnego błogostanu
ogarnia mnie niesamowite wzruszenie
to dzięki tej słonecznej energii istnieję
dzięki niej zjadłam dziś fasolę
dzięki niej w moim piecu tlą się polana
dzięki niej mam moc, by otworzyć oczy
...
jesteśmy tak absolutnie współzależni
klęczę na zmarzniętej ziemi
z wdzięcznością i pokorą kłaniam się słońcu
twarz zanurzam w śniegu
zimno płatków miesza się z ciepłem radosnych łez
w modlitwie unoszę twarz ku niebu
...
jesteśmy tak absolutnie wolni
pies szczeknięciem wprost w moje ucho wyrywa mnie z pustki
wybucham śmiechem
czas wracać do domu
dzień za dniem próbując przypomnieć sobie kim jestem
dzień za dniem próbując zbratać się ze słońcem

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz