pracowity czas, dojrzały już plony lata
gałęzie łamią się pod ciężarem owoców
dziecko nieustannie podjada spadające jabłka
wiewiórki perfekcyjnie wygryzają dojrzałe orzechy spomiędzy twardych skorup
dzikość róży kaleczy dłonie do krwi
z psich misek dochodzi chrupanie żywych jeszcze niedawno kości
ziemia rodzi nieustannie
karmiąc nas
powietrzem
owocami
deszczem
owocne zbiory pełni
niebo spowite granatem
blask na wschodzie krwawego księżyca
współczująca obecność Nauczycieli
przejawia się we śnie
błogość
rozbrzmiewa w ciele i umyśle
budda na wyciągnięcie ręki
pełnio,
czyś prorocza?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz