środa, 9 czerwca 2021
poniedziałek, 3 maja 2021
kruk
samotny
jak zawsze, gdy na straży mego serca
czuwa
ciemna ziemista droga przez resztki lasu
dolina Skawy
ogromne połacie aromatycznego czosnku niedźwiedziego
mewy i jaskółki latają nade mną
dookoła dziesiątki drzew powalonych przez bobry
i sporo nieznanych mi ptaków w dzikich zaroślach
nie boją się mnie
ogromne starodrzewy
szum rzeki spiętrzonej
zieleń wiosenna i głazy
kamienie i woda lśniąca w słońcu
mój żywioł
jakość, za którą tęskniłam
marzę
położyć się i śnić - lśnić
wystawić nagie ciało do słońca
pozwolić oddychać wargom i płynąć krwi
ból sztywnego karku
i
miękkość otwartego pulsującego podbrzusza
wprasza się orgazmiczna jakość
buzuje życie
ciepła wilgotna joni
gotowa
zanurzyć męskość
w świat wody i krwi
ciepłej rubinowej
płynącej z wnętrza
śnię sen o intymności
promienie życiodajnego ognia mienią się pośród ruchu wody i pozornego bezruchu kamieni
sacrum
aż drżę
żywe życie drży!
zanurzam się
...
poniedziałek, 12 kwietnia 2021
Och! taniec!
wolny dziki taniec
intuicyjne przejawienia
wydźwięk zdarzeń
rozkosz wyuzdana
naturalnie otwartego serca
konfrontacja z męskością
kontroler - kultura społecznego tabu - ograniczająca mą bogatą kobiecość
obejmuję zranienia, rozkręcam ciało, erotyczna prawda
i ty niespełniony kochanku
na kolanach, w smutku i żalu
przyjmuję cię, łagodzę ból
ofiarowuję Ci taniec
i ty wojowniku - towarzyszu niezjednany
w rozkoszy otwartego serca
stój w prawdzie
dziękuję za uczucie, którym mogłam cię obdarzyć
dziękuję za miłość, którą obudziłeś
i ty przestrzeni - ty, która obejmujesz holistycznie
i która nie należy do mnie, ni do ciebie
rozwibrowuje mnie śmiech potężny
obłędny śmiech prawdy uwolnienia
drżące w totalnej radości ciało
otwartość głosu
poruszenie serca
rozkosz
kłaniam się z wdzięcznością dojrzałej męskości i sercu!
och! boska męskość we mnie
unia dłoni tanecznych
symbol zjednoczenia
bierzcie i jedzcie z tego wszyscy
jestem tu dla was
nie należę do nikogo
jestem wolna
niech płynie - przeze mnie
niech niesie pożytek
wszystkie moje związki
wtorek, 9 marca 2021
wszystko JASNE !
Patrzę w Słońce i jest...
...umysł zalewa żywa przejrzystość
i wszystko jest znów na swoim miejscu
to jest TO
tylko TO!
żywe życie odradza się
z kości
la loba tańczy
błyszczą jej oczy
karmiący dotyk tęczowego światła
rozlewa się po ciele
w pulsujących żyłach
każda martwa komórka
uśpionego ducha
budzi się ku obecności
zaśmiej się
słońcu w twarz
i idź przed siebie
żywa!
środa, 6 listopada 2019
patrzymy w stronę słońca
Babia Góra lśni w jego październikowym świetle
pomniejsze beskidzkie szczyty w błogie dziś pasmo się układają
delikatnie osnute jesienną słoneczną mgiełką
wchodzimy w las
świerk, jakaś sosna, dąb, buk, sporo brzóz, jakiś grab
dobry to las, choć zadbany
drzewa nawet stuletnie
ganiamy się pośród szelestu spod stóp
bawimy w chowanego
obrzucamy liśćmi
przytulamy do pni
do lasu wjeżdża traktor z drewnianym wozem
kierowca gawędzi z nami
ściąga z wozu jesienną już kukurydzę i wręcza dzieciakom do zabawy
resztę wiezie dzikom (czy na nęcisko?)
a potem kasza z cebulą z termosu
ulubiony smak wycieczki
teraz odpoczynek
kładę się pod niestarym dębem
zachwyt przestrzenią nad mą głową odbiera mi myśli
w tle kosmicznego błękitu
idealna zieleń tych nielicznych już bukowych liści
przeplatana z brązem dębowych
i gałęziami koron kilku drzew
harmonia
w tej dysharmonii kalijugi
pośród harmonii porządku wszechświata
chłopcy buszują w lesie
Ati próbuje sklecić łuk z patyków obwiązując je upadłymi gałązkami brzozy
Anu wojuje z groźnymi dzikami w postaci konarów
strzela, Ati buduje pułapki
oswajanie tematu myślistwa
ostatnio czytałam w biuletynie PZŁ, że Finowie dumni z siebie zabierają dzieci na polowania bez ograniczeń wiekowych
poluje sporo dzieci i młodzieży, bo również oni mogą być współwłaścicielami broni
autor artykułu wychwala pomysł
- jakaż to samodzielność, nauka cierpliwości i przyrody, odpowiedzialności
doskonała w oczach wielu Skandynawia przejawiła się absurdem - nauką zabijania wpajaną z dumą kilkulatkom
człowieku, dokąd doszedłeś...?
ale, dziś Dzień Dakini
nucę w przestrzeń tekst praktyki
gdy mówię mantry Anu próbuje wyrwać mi malę
nieme spieranie się zamiast czystej obecności
ale jest lekkość dobrego czasu
Ati przygotowuje z patyków i igliwia piekarnik
piecze nam ciastka z suszonych owoców
słońce zdąża na zachód
nie mam zegarka, ale chłód się zbliża
a zmrok po nim
czas powrotu
czeka nas długa wędrówka do domu
koniec października a my stąpamy boso po leśnej polanie
brązowy bukowy dywan
tworzy nam ukochaną jesienną muzykę
ziemia wciąż grzeje stopy
choć tyle miłego dzięki zmianom klimatu
zza okien naszego domostwa widać już tylko
zimowe sterczące konary
mimo słońca
ciepła
wiosny tej jesieni
niedoceniane drzewa wciąż grają swój rytm
czwartek, 17 października 2019
bogactwo jesieni
wgryzam się w słodycz słońca
sok cieknie palcami
żyjemy w raju
a przecież
wariacje umysłu tworzą piekło
tymczasem błogość
zrzucam buty
stopa żądna ziemi
dotyku życia
mijam rozrytą pyskami dzików łąkę
liście chorującego klonu szeleszczą mi pod stopami
koniki polne uciekają przed dźwiękiem moich kroków
wchodzę na zaorane pole
grudki ziemi wciskają się między palce
pięta zostawia wyraźne ślady
połowa października
jakże dziś słodka z tym ciepłym wiatrem i jesiennym słońcem
odpoczywam przy dębie
zrzucam ubrania
krępującą bieliznę
wracam do siebie
do pierwotnej natury
myszołów kołuje
kruk łagodnie wzywa
sójka ostrzega leśnych mieszkańców
rankiem dzięcioł ostukiwał modrzew domu
obok ucha przelatują sikorki dwie
ptaki tutejsze
wszechobecne
towarzyszące co dzień
jakże je kocham
muzyka nieustająca
muzyka dzikiego życia
choć przecież jesteśmy
wiosną pożar pożarł tu kawał łąki
pogorzelisko już obrośnięte pomiędzy czernią
ignorancja ludzka
nieustannie mnie zadziwia
niebo dziś w pełni błękitu
jak to słodko nagie ciało wbić w pierwotność ziemi
osmagać kształt własnego ja halnym
ogrzać energią światła
zaraz jeszcze ogień rozpalę
do kompletu pięciu żywiołów
mantra elementów uzdrawia
harmonizując
o życie słodkie
stęsknione za dzikością
naucz mnie stąpać
bez zadawania zbędnego cierpienia
wspinam się mocnymi konarami dębu
one zawsze tak pięknie rozkwitają
bose stopy oplatają korę
wiatr czochra mi włosy
Pieśń Wadżry wibruje przy akompaniamencie natury
mroźno mi
część liści wciąż na drzewie
osłaniają mnie przed rozżarzoną tarczą
"mamo, a czy da się przestać myśleć...?"
"mamo, a wiesz, że zanim skończy mi się jedna myśl, to inna już ją przegania...?"
i tak dzień za dniem odkrywasz samsarę
synu
owocnego słuchania siebie
patrzenia wgłąb
szukania zręcznych środków
na pobliską łąkę
przytuptały krowy
ruszam
ku cywilizowanym przestrzeniom
domostwa
piątek, 4 października 2019
Dolina jesienią się snuje
Mantry uchodzą spomiędzy warg
Oddech błogosławieństwa mistrzów
Nie myślę, więc jestem
Dolina, schronisko, kamienny most - ręka człowieka
Skały skruszone, roztrzaskane w potoku
Kręta kamienista dróżka, omszałe pniaki, skalne cieki
Pełne porostów martwe drwa
Borówkowe runo
Wdzięczność, że napełniasz siłą ciała lisów i niedźwiedzi
Idę pod rękę ze Snyderem - dudnią we mnie żywo
Jego słowa
Wdycham pustkę
Ciało, co to je chwilowo posiadam, pragnie ułożyć się na mchu
wśród resztek obcych tu świerków
pożartych łapczywie przez kornika
Gdzie jesteś buku?
Mróz mnie jednak łapie na tym leśnym północnym zboczu
Wdrapuję się wyżej, ku słońcu
Staw
Górska przestrzeń spleciona wodą
Odbicie białych wierchów w lodowatej tafli
Słońce ogrzewa ciało
Skóra zachłannie chwyta żywioł ognia
Promienie karmią mnie już na zimę
Gawędzę z sąsiadem
Uświadamia mi, że gdy tu byłam ponad 20 lat temu, to miejsce wyglądało inaczej...
Nie było dookoła lasu, może lekki młodnik świerkowy
Teraz umierający
Dzięki upartemu drukarzowi
Zwierzęta
Wciąż jeszcze w swej mądrości
Dążą ku naturalnej równowadze
Tak mało ich tu jednak widziałam
Nie kołują nade mną drapieżniki
Ssaki ukrywają się przed nawałem człowieka
Tylko tętent ludzkich łap
Setek
Tysięcy butów z żywych niegdyś skór
Zadeptujących dzikość
Czego szukasz ludzka istoto?
A jednak... Kruk, woła mnie kruk!
Jak przy każdej samotnej wędrówce przelatuje nad mą ścieżką
Tym razem ląduje metr ode mnie
Niedowierzając przyglądam się z wdzięcznością
Jego czujnej od lat obecności
Patrzymy na siebie, odprowadza mnie jeszcze skacząc z gałęzi na gałąź, kracząc ostatni raz i wzlatuje ku leśnemu niebu...
Dziękuję, że jesteś
Strażniku mego serca
Ziemia w swej cykliczności oddycha mimo bólu
Jesteśmy przecież częścią jej równowagi
Już niebawem, już wkrótce...odejdziemy
W głowie czasem hasa lęk - dzieci/woda w studni/gdzie mój ogród?
W sercu - spokój...
Harmonii nie da się udoskonalić


