poniedziałek, 12 kwietnia 2021

 Och! taniec!

wolny dziki taniec

intuicyjne przejawienia

wydźwięk zdarzeń

rozkosz wyuzdana

naturalnie otwartego serca


konfrontacja z męskością

kontroler - kultura społecznego tabu - ograniczająca mą bogatą kobiecość 

obejmuję zranienia, rozkręcam ciało, erotyczna prawda


i ty niespełniony kochanku

na kolanach, w smutku i żalu

przyjmuję cię, łagodzę ból

ofiarowuję Ci taniec


i ty wojowniku - towarzyszu niezjednany

w rozkoszy otwartego serca

stój w prawdzie


dziękuję za uczucie, którym mogłam cię obdarzyć

dziękuję za miłość, którą obudziłeś


i ty przestrzeni - ty, która obejmujesz holistycznie

i która nie należy do mnie, ni do ciebie


rozwibrowuje mnie śmiech potężny

obłędny śmiech prawdy uwolnienia

drżące w totalnej radości ciało 

otwartość głosu

poruszenie serca

rozkosz


kłaniam się z wdzięcznością dojrzałej męskości i sercu!


och! boska męskość we mnie

unia dłoni tanecznych

symbol zjednoczenia


bierzcie i jedzcie z tego wszyscy

jestem  tu dla was

nie należę do nikogo

jestem wolna

niech płynie - przeze mnie

niech niesie pożytek


wszystkie moje związki

wtorek, 9 marca 2021

 wszystko JASNE !


Patrzę w Słońce i jest...
...umysł zalewa żywa przejrzystość

i wszystko jest znów na swoim miejscu

to jest TO
tylko TO!

żywe życie odradza się
z kości
la loba tańczy
błyszczą jej oczy

karmiący dotyk tęczowego światła
rozlewa się po ciele
w pulsujących żyłach

każda martwa komórka
uśpionego ducha
budzi się ku obecności

zaśmiej się
słońcu w twarz

i idź przed siebie

żywa!



środa, 6 listopada 2019

Ach, piękna ta łąka
patrzymy w stronę słońca
Babia Góra lśni w jego październikowym świetle
pomniejsze beskidzkie szczyty w błogie dziś pasmo się układają
delikatnie osnute jesienną słoneczną mgiełką

wchodzimy w las
świerk, jakaś sosna, dąb, buk, sporo brzóz, jakiś grab
dobry to las, choć zadbany
drzewa nawet stuletnie

ganiamy się pośród szelestu spod stóp
bawimy w chowanego
obrzucamy liśćmi
przytulamy do pni

do lasu wjeżdża traktor z drewnianym wozem
kierowca gawędzi z nami
ściąga z wozu jesienną już kukurydzę i wręcza dzieciakom do zabawy
resztę wiezie dzikom (czy na nęcisko?)

a potem kasza z cebulą z termosu
ulubiony smak wycieczki

teraz odpoczynek
kładę się pod niestarym dębem
zachwyt przestrzenią nad mą głową odbiera mi myśli
w tle kosmicznego błękitu
idealna zieleń tych nielicznych już bukowych liści
przeplatana z brązem dębowych
i gałęziami koron kilku drzew

harmonia
w tej dysharmonii kalijugi
pośród harmonii porządku wszechświata

chłopcy buszują w lesie
Ati próbuje sklecić łuk z patyków obwiązując je upadłymi gałązkami brzozy
Anu wojuje z groźnymi dzikami w postaci konarów
strzela, Ati buduje pułapki
oswajanie tematu myślistwa

ostatnio czytałam w biuletynie PZŁ, że Finowie dumni z siebie zabierają dzieci na polowania bez ograniczeń wiekowych
poluje sporo dzieci i młodzieży, bo również oni mogą być współwłaścicielami broni
autor artykułu wychwala pomysł
- jakaż to samodzielność, nauka cierpliwości i przyrody, odpowiedzialności
doskonała w oczach wielu Skandynawia przejawiła się absurdem - nauką zabijania wpajaną z dumą kilkulatkom

człowieku, dokąd doszedłeś...?

ale, dziś Dzień Dakini
nucę w przestrzeń tekst praktyki
gdy mówię mantry Anu próbuje wyrwać mi malę
nieme spieranie się zamiast czystej obecności
ale jest lekkość dobrego czasu
Ati przygotowuje z patyków i igliwia piekarnik
piecze nam ciastka z suszonych owoców

słońce zdąża na zachód
nie mam zegarka, ale chłód się zbliża
a zmrok po nim
czas powrotu
czeka nas długa wędrówka do domu

koniec października a my stąpamy boso po leśnej polanie
brązowy bukowy dywan
tworzy nam ukochaną jesienną muzykę
ziemia wciąż grzeje stopy
choć tyle miłego dzięki zmianom klimatu

zza okien naszego domostwa widać już tylko
zimowe sterczące konary
mimo słońca
ciepła
wiosny tej jesieni
niedoceniane drzewa wciąż grają swój rytm




czwartek, 17 października 2019

jabłko
bogactwo jesieni
wgryzam się w słodycz słońca
sok cieknie palcami

żyjemy w raju
a przecież
wariacje umysłu tworzą piekło

tymczasem błogość

zrzucam buty
stopa żądna ziemi
dotyku życia

mijam rozrytą pyskami dzików łąkę
liście chorującego klonu szeleszczą mi pod stopami
koniki polne uciekają przed dźwiękiem moich kroków
wchodzę na zaorane pole
grudki ziemi wciskają się między palce
pięta zostawia wyraźne ślady

połowa października
jakże dziś słodka z tym ciepłym wiatrem i jesiennym słońcem

odpoczywam przy dębie
zrzucam ubrania
krępującą bieliznę
wracam do siebie
do pierwotnej natury

myszołów kołuje
kruk łagodnie wzywa
sójka ostrzega leśnych mieszkańców
rankiem dzięcioł ostukiwał modrzew domu
obok ucha przelatują sikorki dwie
ptaki tutejsze
wszechobecne
towarzyszące co dzień
jakże je kocham

muzyka nieustająca
muzyka dzikiego życia
choć przecież jesteśmy

wiosną pożar pożarł tu kawał łąki
pogorzelisko już obrośnięte pomiędzy czernią
ignorancja ludzka
nieustannie mnie zadziwia

niebo dziś w pełni błękitu
jak to słodko nagie ciało wbić w pierwotność ziemi
osmagać kształt własnego ja halnym
ogrzać energią światła

zaraz jeszcze ogień rozpalę
do kompletu pięciu żywiołów
mantra elementów uzdrawia
harmonizując

o życie słodkie
stęsknione za dzikością
naucz mnie stąpać
bez zadawania zbędnego cierpienia

wspinam się mocnymi konarami dębu
one zawsze tak pięknie rozkwitają
bose stopy oplatają korę
wiatr czochra mi włosy
Pieśń Wadżry wibruje przy akompaniamencie natury

mroźno mi
część liści wciąż na drzewie
osłaniają mnie przed rozżarzoną tarczą

"mamo, a czy da się przestać myśleć...?"
"mamo, a wiesz, że zanim skończy mi się jedna myśl, to inna już ją przegania...?"

i tak dzień za dniem odkrywasz samsarę
synu

owocnego słuchania siebie
patrzenia wgłąb
szukania zręcznych środków

na pobliską łąkę
przytuptały krowy
ruszam
ku cywilizowanym przestrzeniom
domostwa







piątek, 4 października 2019

Samotna wreszcie wędrówka
Dolina jesienią się snuje
Mantry uchodzą spomiędzy warg
Oddech błogosławieństwa mistrzów

Nie myślę, więc jestem

Dolina, schronisko, kamienny most - ręka człowieka
Skały skruszone, roztrzaskane w potoku
Kręta kamienista dróżka, omszałe pniaki, skalne cieki
Pełne porostów martwe drwa
Borówkowe runo
Wdzięczność, że napełniasz siłą ciała lisów i niedźwiedzi

Idę pod rękę ze Snyderem - dudnią we mnie żywo
Jego słowa
Wdycham pustkę

Ciało, co to je chwilowo posiadam, pragnie ułożyć się na mchu
wśród resztek obcych tu świerków
pożartych łapczywie przez kornika
Gdzie jesteś buku?

Mróz mnie jednak łapie na tym leśnym północnym zboczu
Wdrapuję się wyżej, ku słońcu
Staw
Górska przestrzeń spleciona wodą
Odbicie białych wierchów w lodowatej tafli
Słońce ogrzewa ciało
Skóra zachłannie chwyta żywioł ognia
Promienie karmią mnie już na zimę

Gawędzę z sąsiadem
Uświadamia mi, że gdy tu byłam ponad 20 lat temu, to miejsce wyglądało inaczej...
Nie było dookoła lasu, może lekki młodnik świerkowy
Teraz umierający
Dzięki upartemu drukarzowi
Zwierzęta
Wciąż jeszcze w swej mądrości
Dążą ku naturalnej równowadze

Tak mało ich tu jednak widziałam
Nie kołują nade mną drapieżniki
Ssaki ukrywają się przed nawałem człowieka
Tylko tętent ludzkich łap
Setek
Tysięcy butów z żywych niegdyś skór
Zadeptujących dzikość

Czego szukasz ludzka istoto?

A jednak... Kruk, woła mnie kruk!
Jak przy każdej samotnej wędrówce przelatuje nad mą ścieżką
Tym razem ląduje metr ode mnie
Niedowierzając przyglądam się z wdzięcznością
Jego czujnej od lat obecności
Patrzymy na siebie, odprowadza mnie jeszcze skacząc z gałęzi na gałąź, kracząc ostatni raz i wzlatuje ku leśnemu niebu...

Dziękuję, że jesteś
Strażniku mego serca

Ziemia w swej cykliczności oddycha mimo bólu
Jesteśmy przecież częścią jej równowagi
Już niebawem, już wkrótce...odejdziemy

W głowie czasem hasa lęk - dzieci/woda w studni/gdzie mój ogród?
W sercu - spokój...
Harmonii nie da się udoskonalić







wtorek, 13 sierpnia 2019

Ogień hula pośród gałęzi i konarów
Mimochodem piekąc dary Ziemi
i pracę ludzkich rąk
- strawę cenną dla ciała

Szczególny dzień
małżeństwa mądrości i współczucia
- ofiarowaniem mięsa i alkoholu
Czyste - nieczyste
rozpływa się pośród żywych elementów
Obecność buddów w iskierce ognia

Sakralność chwili
Lekkość tli się w sercu
Harmonia wzruszająca

Wszystko JEST

Dorzucam drwa
Zmierzch chyli się ku nocy
Nad głową kołyszą się chorągiewki modlitewne
Syn kręci fire show
rozognioną pochodnią patyka
Ileż dzieci tak się przed nim bawiło
Cykl zatacza kręgi
'Zaśpiewaj mi mamo...'

Śpiewam
Ogień płonie
Ciemność nas okala

Deszcz delikatnie muska nasze nagie ramiona, twarze, nogi...
Seksualność twórczo wibruje każdym oddechem
Energia Życia odżywia ciało i umysł
Tu i Teraz jest najwyższą błogością

Dziękuję, Nauczycielu, za każdą drobną chwilę Obecności




czwartek, 8 sierpnia 2019

Księżyc lekką poświatą
Uchyla rąbka nocnej tajemnicy
Nietoperz przemyka niepostrzeżenie przed oczami
Radość
Znów tu - dla mnie - jesteś
Odrodzenie
otwartego serca
Śmierci niezbędny proces

Kali tańczy w sercu burzy
Piorun wytrąca mnie ze snu
Moc jego śmiertelna
Dla chaosu myśli
Niczym PHET budzi
Naturę umysłu

Życiodajny deszcz łomocze o dach
Kołysze słodko nowe życie
Można zmartwychwstać
Ku radości

Myszołów o świcie zatrzymuje mnie
Magią życia
Zaklętą w tej błogiej chwili
Przeszywania przejrzystości
Barw poranka